Strona:Adam Asnyk jako wyraz swojej epoki.djvu/049

Ta strona została uwierzytelniona.

moc i W zimowej nocy. Zimowa noc, otaczająca wędrowca, ze swoją ciszą, martwością i chłodem, nie straszy go i nie zdoła zmrozić jego serdecznych nadziei. Patrząc na zimę, myśli on o wiośnie, kiedy jeśli nie jemu, „to innym znów świeże kwiaty wyrosną“. Patrząc na pozorny chłód ludzi, myśli on o iskrach zapału, które drzemią w ich sercach, i mówi ze spokojną wiarą:

Jak tylko tchnienia cieplejsze
Czar dawnych uniesień wskrzeszą,
Po śmierci kochać mnie będziesz,
Ty chłodna, milcząca rzeszo!

W wierszu Dałem ci moc ta wiara w pośmiertne uznanie, w pośmiertne życie w pamięci ludzi, brzmi jeszcze silniej i zlewa się w jeden akord z uczuciem męskiej rezygnacji. Kto czuje w piersiach pragnienie i nadzieję nieśmiertelności, kto czuje w sobie moc nad sercami ludzi, moc, przed którą chwilowo zamknięte serca muszą się kiedyś otworzyć, niechże nic więcej nie żąda dla siebie: jest to niejako warunkiem nieśmiertelności. W tym duchu przemawia Muza do poety:

Tych śpiewnych brzmień, co ja poruszę,
Niepamięć nie pogrzebie;
Lecz choćbyś dał swą całą duszę,
Nie żądaj nic dla siebie.




Przebiegłem wszystkie niemal tony poruszone w liryce Asnyka. Widzieliśmy, jak z początku były dzikie, burzliwe, szalejące gniewem i rozpaczą, jak potem, omdlawszy, zeszły do skarg i jęków wyrażających boleść, czy to powszechno-ludzką, czy osobistą, jak obojętniejąc nabierały barwy szyderczej lub sentymentalnej, jak wreszcie pod wpływem