Strona:Dante Alighieri - Boska komedja (tłum. Porębowicz).djvu/593

Ta strona została uwierzytelniona.
28 
Z barw złota pełnych słonecznego świtu

Wysnuta, biegła ku górze drabina[1]
Taka, że wzrok mój nie dobiegał szczytu.

31 
Patrzę, po szczeblach zstępuje drużyna

Świetlana: rzekłbyś, że w swe kształty bierze
Wszelaką jasność, co się w niebie wszczyna.

34 
Jak kawki, nocne porzuciwszy leże,

Swoim zwyczajem kupiąc się u sioła,
Aby się rozgrzać potrząsają pierze;

37 
Te odlatują, by nie wrócić zgoła,

Te, skąd wzleciały, ściągają powrotem,
Inne na miejscu zataczają koła:[2]

40 
Takim przedemną wzlatywały lotem

Gromadnie owe migotliwe roje,
Aż na swych szczeblach przystanęły potem.

43 
Wtem duch najbliższy mnie w cudowne stroje

Przejasnych blasków ubrał się odrazu:
Snać chciał okazać mi kochanie swoje.

46 
Lecz ta, od której czekałem rozkazu

Słów czy milczenia, zcichła nieruchoma,
Więc ja wbrew chęci stałem bez wyrazu.

49 
Potem snać życzeń mych dusznych wiadoma,

Widnych w Nim, co mu widne tajń i jawa,
Rzekła: »Mów śmiało, jaka twa oskoma«.

52 
A ja: »Zasługą nie zdobyłem prawa

Prosić, byś do mnie obrócił orędzie;
Lecz przez tę, co chce, by mię rajska strawa

55 
Karmiła, duchu, żyjący w oprzędzie

Własnej uciechy co się blaskiem wieńczy,
— Mów: schodząc ku mnie, co miałeś na względzie


  1. drabina. Wizja poety jest odbiciem widzenia Jakóbowego. Drabina symbolizuje podnoszenie się duchów kontemplatywnych ku oglądaniu Boga.
  2. W. 34—9. Jak kawki. Jedno z owych porównań, świadomie trywialnych, których poeta używa na uzmysłowienie rzeczy mistycznych.