Strona:Eliza Orzeszkowa - Gloria victis.djvu/310

Ta strona została skorygowana.
—   300   —

się bledziutką? Serduszko widać zabiło mocno? co? powiedźcie szczerze. Ja nikomu nie powiem... Polki skryte są, wiem o tem i dumne... one o lubieniu swojem nie łatwo mówią... ale wy inna niż wszystkie... młodziutka, szczera, taka prosta... powiedźcie, zabiło mocno serduszko? podoba się wam nasz kniaź krasawiec co? co?
Ina rzeczywiście pobladła tak, jakby krew wszystka do serca jej zbiegła. Z twarzą pochyloną i piersią szybko dyszącą, odszepnęła.
— Tak. Bardzo!
A Helena Iwanówna nisko ku niej pochylona, mówić zaczęła, że cóż w tem dziwnego, że to takie proste, naturalne i nawet śliczne, poetyczne wzruszające. Oboje młodzi, piękni. On, choć młody, taką karjerę już zrobił, tak wysoko stanął i stanie wyżej jeszcze bo tu, w miasteczku tem i w tym kraju nie zostanie długo, nie! Lada tydzień, lada dzień może, otrzyma wezwanie do stolicy na stanowisko wyższe... A jaki dobry! Dopóty starał się, prosił, pisał, dopóki i dla męża Heleny Iwanówny miejsca wyższego i znowu u boku swego, nie otrzymał. I oni więc oboje razem z nim do stolicy wyjadą lada dzień, lada tydzień, czego zresztą Helena Iwanówna bardzo pragnie, bo tu żyć nie wesoło. Co za porównanie z życiem w takim Petersburgu! Nu, ale jej pora już do domu powracać...
Wstała z ławki.
— Ach! jak mnie trudno rozstawać się z wami! Nu, polubiłaż ja was! Ot, wiecie co? Chodźcie wy