Strona:Gabrjela Zapolska-Kobieta bez skazy.djvu/043

Ta strona została przepisana.

— To!
— Träumerei!
— ?...
— Właśnie.
A potem ironicznie się uśmiecha.
— Jak pani rzeczywiście mało zna to, co pani mieni ludzkiem zwierzęciem.
— Szczycę się tem.
— Niema czem. Pruderja jest nudna i kalectwem dla osoby, pruderją dotkniętej.
Grałam Träumerei.
I wiesz, co?
Chcąc dowieść, że nie jestem „kaleką“, zaczęłam płonąć na zimno w niemożliwy sposób. Chwilami ogarniał mnie wstyd, bo zdawało mi się, że to jakiś krzyk pożądania wyrywa mi się z piersi.
Gdy przestałam grać, Halski odezwał się z cienia:
— Jak na początek... nie źle.
Sądziłam, iż znajdę go nawpół szalonym; pohamowałam swój gniew i odezwałam się obojętnie:
— Gram to pierwszy raz...
— Nie wierzę! — odparł — lecz w to wierzę, że pani gra Szumana tak po raz pierwszy.

· · · · · · · · · · ·

Więc, widzisz, gram znów Szumana.
I to dla Alego.
Ach! Nie aniołów to śpiew!
Drgała tam raczej brzęcząca moneta używania w miłości. Nie interes pieniężny, lecz raczej korzyść zmysłowa.
I tem była silniej podana, że na zimno.
Bo aktor ten wzruszy do łez, który sam nie płacze.
Pamiętaj o tem, Helu, bo i w małżeństwie ta wiadomostka przydać Ci się może.
Długą chwilę było cicho. Już lękałam się pomyłki. Czyżby nadwrażliwość dziecięca Alego zawiodła? Sforsowałam nutę. Träumerei zawyło, jak to „pienienie się u piersi“ Przybyszewskiego. I powoli, z kąta wypełzać zaczęła ku mnie przekształcająca romantyczność...
Posłyszałam krótki dech...
Pierwsze wrażenie?
Wstręt.
Przemogłam go. Grałam dalej. Przegięłam się rozkosznie. Z jednego ramienia strząsnęłam koronki. Odkryło się. Czułam, że ma cudowny ton kości słoniowej, zaróżowionej lekko cie-