Strona:Gabrjela Zapolska-Kobieta bez skazy.djvu/188

Ta strona została przepisana.

Wybuch śmiechu był tu odpowiedzią.
— Zazdrość jest szpetną rzeczą i wyszła z mody... — odpowiedział. — Pani Weychertowa jest panią swych czynów i jedynie mąż jej miałby prawo śledzić jej postępki.
Wyszedł — zamykając cicho drzwi za sobą.
Renę porwała szalona pasja. Uczuła, że spełniła rzecz nizką i nędzną i w dodatku nie osiągnęła celu. Widoczne było, iż redaktor należał do rzędu mężczyzn, którym bynajmniej pomoc innych mężczyzn w erotycznych aferach nie przeszkadza. Zapewne miało to źródło w tem, iż Weychertowa była mężatką, a kochanek mężatki musi pobłażliwie zapatrywać się na konieczność zmysłowego podziału. Czy jeden mąż, czy jeszcze ktoś oprócz męża, to już obojętne...
W lot pojęła to Rena, lecz już za późno. Całą swą furję zwróciła teraz ku sobie samej.
Zanurzyła paznogcie w swe ramiona, biodra, uda, raniąc się boleśnie. Krew ciepła zabarwiła jej palce. Ten ból sprawił jej szaloną radość. Zdawało się jej, że to obcą, drugą nienawistną, podłą istotę rani i rozdziera na strzępy. Istotę, która ją trywialnym, brudnym gestem ściągnęła z tronu i cisnęła w jakąś kałużę, nagą i obdartą z ostatniej osłony.
— Ty podła!... Ty wstrętna!... — syczała na siebie, w ciemności.

XV.

Jak zwierzę w kryjówce, tak czekała Rena, zwinięta w kłębek — na list, jaki pchnęła od rana do Halskiego. W słowach prawie nakazujących żądała od niego widzenia się. Usprawiedliwiała się przed sobą z tego kroku, w którym zaczynała ginąć sromotnie jej ambicja — chęcią wytworzenia pomiędzy nimi obojgiem jakiegoś modus vivendi — skoro mieli żyć obecnie w jednym świecie, a zupełnie dla siebie obcy.
— „Chcę dojść do jakiegoś porozumienia“ — pisała w swoim liście.
Teraz czekała na odpowiedź, zgorączkowana, rozczochrana, z oczyma wlepionemi we drzwi, któremi spodziewała się wejścia pokojowej.
Wreszcie odpowiedź nadeszła:
— „Dałem słowo, iż u Pani nie będę — muszę tego słowa dotrzymać“.
Pochłonęła tę odmowę i bez namysłu wyskoczyła z łóżka i gorączkowo odziewać się zaczęła.
Doszła do tego punktu namiętności, bezwiednej i nieprzy-