Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 02.djvu/143

Ta strona została uwierzytelniona.

IV

PRZY ŚWIĘTEJ GROCIE


Argensola znalazł sobie bardziej wzruszające zajęcie niż śledzenie na mapie położenia wojsk.
— Oddaję się teraz kreciej robocie — mówił do przyjaciół. I od czwartej do piątej zjawiał się z punktualnością amatora herbaty.
Codziennie o tej godzinie niemiecki aeroplan krążył nad Paryżem, rzucając bomby. To wtargnięcie nie wywoływało przestrachu; ludność przyjmowała je jak widok nadzwyczajny i zajmujący. Na próżno awiatorzy zasypywali miasto niemieckiemi chorągiewkami, dając na nich ironiczne wieści o rozsypce wojsk cofających się i o niepowodzeniach rosyjskiej ofenzywy. Kłamstwa, wszystko kłamstwa! Napróżno rzucali bomby, burząc budynki i zabijając lub raniąc starców, kobiety i dzieci. „Ach bandyci“. Tłum wygrażał pięścią złośliwemu owadowi, ledwo widzianemu na wysokości dwóch tysięcy metrów, a potem przeprowadzał go