Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dola i niedola część I.djvu/272

Ta strona została uwierzytelniona.

264
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

uczucie zmyślone, jak nigdy piękniéj nie wycieniowywa się prawdziwe... Kwiatek ten malowany był kraśniejszy od naturalnego.
Stoik wpadł w zręcznie zastawione sidła: miłość własna została zaspokojona, serce nie drgnęło nawet.
Prawdę rzekłszy, to był surowy nieco wieśniak. Hrabinę wiele rzeczy odstręczało od téj szorstkiéj nieco postaci, ale chciała być pewną, czy ma tę siłę, co zwycięża? czy wszystko może, czego zapragnie? Doprowadziła go więc do rozpaczliwego rozmiłowania się, podżegając go, podomuchując ten ogień umyślnie, zdradliwie... aby się zabawić.
Potém przyjechał z Warszawy śliczny, wyfryzowany i pachnący młody Paryżanin, Potocki jakiś, i hrabina rzuciła wieśniaka, nie patrząc już nań nawet.
Wieśniak sechł, bolał, burzył się, walczył z sobą okrutnie, uciekał i powracał, i szalał... a hrabina z okrucieństwem dziecka, które na szpilkę wbiło chrząszcza, patrzała jak się szamotał z rozpaczą... Śmiała się trochę, litowała nawet i wzdychała nieco, ale ją to dużo rozrywało... il étais si vrai! Nakoniec opamiętawszy się, młody człowiek uciekł, zamknął się na wsi... i powoli sobie umarł. Konając prawie, napisał do niéj list straszny, którego wyrazy nosiła w sobie jak połkniętą truciznę.
W téj chwili oczekiwania, nie wiedzieć dla czego, cały ten epizod życia ze wszystkiemi szczegółami przesunął się jéj przed oczyma: zbladła, zadrżała, przelękła się, jakby przeznaczenie odczytało jéj wyrok nad głową. Napróżno odpychała myśli straszne.
— O! nie! to być nie może! mówiła cisnąc bijące z obawy serce. Któż być może dla niego tém, czém ja byłam? Kto go utuli taką miłością takiém bałwo-