Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dola i niedola część II.djvu/363

Ta strona została uwierzytelniona.

355
DOLA I NIEDOLA.

docznie przygotowywał, ale czekano aż wstanie ze snu kasztelan... Około południa wyszedł z celi sam Jermaszka przecierając oczy, pośpieszył do refektarza po śniadanie, zabrał je z sobą i pociągnął do baszty.... Ks. przeor spytał go, jak się ma więzień?
— Niczego — odparł sługa — ono to i nieźle, ale ono się to zmęczyło i prosi, żeby dziś spokój dano i nie odwiedzano.
W godzinę potém taca, na któréj było śniadanie, wyszła pusta z baszty. Jermaszka powrócił nazad, a resztę dnia straż słyszała świstanie i podśpiewywanie, dziwując się wielkiéj rezygnacyi skazanego na śmierć człowieka... Gdy pana Platona to doszło, że tak był wesół, rozśmiał się chytrze.
— Musi wiedzieć, że mu na odsiecz przybyli i tém się cieszy — rzekł; — ale zobaczymy czy mu to pomoże.
W istocie bardzo tryumfowali zausznicy kasztelanowéj, bo im się nad spodziewanie szlachtę rozproszyć udało. Ledwie kilku z niéj pozostało w mieście, reszta po znajomych w sąsiedztwo i do domów się powysuwała powoli.
— A co? nie mówiłem — spytał mecenas Burczaka — że to ogień słomiany? Co było hałasu wczoraj! a dziś gdyby przybył mistrz, jużby go można prowadzić pod pręgierz i nie byłoby czterech szabel na drodze.... Jutro będziemy panami placu... pojutrze przyjedzie kat, a za dwa dni rano do dnia sprawiedliwości się stanie zadość, i słuszna obraza kasztelanowéj będzie pomszczona! Ot jak to się rzeczy robią — dodał, zacierając ręce...
Kasztelanowa pisała listy do Warszawy do swoich, gdy w dziedzińcu tętent powstał, a pacholątko na usługach będące wbiegło, oznajmując, że jacyś pano-