Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Jasełka Cz.1.djvu/22

Ta strona została uwierzytelniona.

16
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

— Przyprowadź go tu.
— A którędy?
— Jużciż kiedy parą koni przyjechał, to wiesz, trutniu, że nie przez pokoje, ale przez tył domu i kredens...
Chłopak zniknął, a hrabia chwilkę siedział, patrząc na niebieski płomyk olchowej kłody, pogrążony w bezmyślném odrętwieniu.
Wkrótce znowu skrzypnęły drzwiczki i wsunął się mały człowieczek w surducie opiętym, niegdyś bronzowym, bardziéj zleżałym niż znoszonym; ubrany ubogo, ale chędogo i w stroju widać sobie niezwyczajnym, bo mu w nim było niezręcznie, co po ruchach rąk poznać można łatwo. Miał nawet rękawiczki obszerne, z których jedna już spoczywała, a druga jeszcze opaloną okrywała mu rękę.
Był to szlachcic z sąsiedztwa, zapewne posiadacz małéj cząstki we wsi, gospodarz rzadko wychylający się z domu, bo wszedłszy po wschodach do pokoju, mało nie upadłszy w progu, przy pierwszém powitaniu nie wiedział co począć, tak był pomieszany.
Hrabia wstał trochę, przywitał go zimno i wskazał mu krzesło, na którego on brzeżku przysiadł się ostrożnie, nieśmiało rozglądając się po smutnéj izbie.
— Dawnośmy się tu nie widzieli, panie Eufrazy.
— Kopę lat, panie hrabio.
— Kopę jak kopę, z dziesiątek pewnie.
— Tak coś koło tego.
— Jużciż nie z grzeczności do mnie przyjechałeś. Lubię prawdę i otwartość: masz interes, powiedz mi szczerze co cię sprowadza?
Zagadniony tak nagle Porciakiewicz, zmieszał się tylko i westchnął.