Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Jasełka Cz.2.djvu/344

Ta strona została uwierzytelniona.

336
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

Powoli z bratkiem w ręku Jerzy powrócił do Ottona, który siedział nie wstając z ławy, a gdy przyjaciel podszedł ku niemu, ruszył się o kiju wychodzić.
— Pokój umarłym! odezwał się Otto: bo dzisiejsze odwiedziny, mój Jerzy, już zarywają na świętokradztwo i szyderstwo... Te wzroki żywych palące, co się krzyżują nad próchniejącą trumną, to coś okropnego, to urągowisko Niebu, wieczności, pokojowi, śmierci!
— Gdzieżeś je zobaczył? spytał Jerzy.
— A! w oczach waszych!
— Moich?
— Jéj tylko! ale z jéj źrenic przeleje się prędko ogień w piersi twoje... Jerzy...
— Przyjacielu! uśmiechnął się boleśnie młody chłopiec, wskazując mu grób: patrz, a ona?
— Ona usypia w białym całunie i uśmiecha się może zwodnicy, która przyszła umyślnie, by jéj wydrzeć ostatek.
— Jak to? umyślnie! oburzył się Jerzy, cofając.
— A! a! naiwny człowiecze! rzekł Otto: myślisz, że przypadkiem tak ślicznie czarno ubrana przyjeżdża wesoła i zręczna dziewczyna na grób przyjaciołki, aby powietrzem wiosny, zaprawném zgnilizną trupią odetchnąć? Myślisz, że po to tu przyjechała, aby rzucić te kwiaty?... O prostoto godna złotego wieku!
— Ottonie, więcéj wierz sercu ludzkiemu.
— A! wierzę w nie i szanuję, Jerzy mój! ale życie uczy wiele! Tyś młody i piękny, nie ma wątpliwości dla mnie, że ona kocha ciebie, że ma odwagę nawet o grób się uderzyć i w pyle poklęknąć, byleby ciebie zobaczyć, zbliżyć się do ciebie i śliczną ci błysnąć twarzą.
— Mylisz się! mylisz na Boga!