Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Kordecki tom I.djvu/137

Ta strona została uwierzytelniona.
VII.

Odeszli Szwedzi, a dym na zgliszczach do mostu przy kościołku S. Barbary, całą po nich został spuścizną, zostawili ogień jakby groźbę, jak upomnienie, rozżarzyli płomień, mówiąc nim, że powrócą.
Gdy Wejhard uchodził na koniu gniewny i rozjuszony, opodal już nieco od klasztoru, żebraczka Konstancja zastąpiła mu drogę... W początku jak tylko działa zagrzmiały i zaświstały kule, poczęła była tańcować i śpiewać, jak gdyby ją ta muzyka w szał wprawiła; potém zabiegła przed Hrabiego, zajrzała mu w oczy ze śmiechem, ruszyła ramionami i powtórzyła kłaniając się kilka razy: