Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Kordecki tom I.djvu/198

Ta strona została uwierzytelniona.
198

szwedzkie wojsko jak szarańcza rozsypało się u podnoża góry i obejmowało ją zewsząd. Widać było proporce z trzema koronami i cyframi Karola Gustawa, halabardy połyskujące, pierzaste kapelusze szwedów, wodzów na koniach w błyszczących zbrojach i jasnych sukniach galonowanych, przy nich towarzyszących im dla rozpoznania miejsca polaków, którzy powolniéj i jakby gwałtem ciągnieni, szli okiem przerażoném poglądając na Jasną-Górę. Po drogach wlokły się działa, prochy, wozy z namiotami i kulami; wiatr powiewający z téj strony, krzyk nawet gawiedzi i odgłosy trębaczy niekiedy do twierdzy donosił. Jakaś kupka jezdnych objeżdżała i opatrywała mury zdaleka, opasły szwed jéj przewodniczył, kilku innych jechali za nim....
Polacy stanęli obozem opodal ku miasteczku i oddzielili się widocznie od wojsk Karola Gustawa. Tymczasem Szwedzi już opanowywali Częstochówkę i od południa leżący folwark klasztorny zajęli w oczach Kordeckiego.
— Dałbym do nich ognia, — rzekł pan Zamojski.
— Nie, — odpowiedział przeor, — piérwszym nam kroków nieprzyjacielskich rozpoczynać nie