Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Kordecki tom I.djvu/199

Ta strona została uwierzytelniona.
199

przystoi, niech oni zaczną, a na nich spadnie krew przelana.
Wtém gwałtownie dobijać się zaczęto do wrót: furtjan przybiegł z doniesieniem, że Polak jakiś, poseł od Millera z listem przybył.
— Wpuścić go, — rzekł Kordecki, a sam pospieszył do bramy piérwszéj.
Tu wąsaty towarzysz z chorągwi Gołyńskiego wręczył mu list dowódzcy, a zarazem przyszła wieść, że Szwedzi w folwarku klasztornym, zabili rządzcę tamtejszego Jana Konopskiego. Był to piérwszy krok nieprzyjacielski.
— A zatém xięże przeorze dobrodzieju, cognoscimus inimicos, — rzekł pan Zamojski, niech się nam nie uwijają tak blizko pod nosem, za odpowiedź dać ognia.
— Słuszna, — rzekł Kordecki, — oni piérwsi niewinną krew przeleli, i wstępując na mury, krzyżem wielkim przeżegnał działa, wołając;
— W Imię Boże!
Na to hasło, wydano rozkaz wystrzału i piérwszy grzmot dział rozległ się jak grom silny po dolinie; kule przeszyły powietrze, a gdy dym nieco opadł, ujrzeli, stojący na murach, popłoch który w Szwedach zrobili; Millerowscy bo-