Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Kordecki tom I.djvu/326

Ta strona została uwierzytelniona.
326

Odpowiedziano mu.
— Cóż ty tu robisz? chyba niewiesz że nasi poszli na wasz obóz?
— Gdzie zaś niewiem! onić to mnie schwycili, związali i rzucili tutaj, żem ledwie teraz knebél z gęby wykrztusił; wrócą i porwą mnie, bo dobrze sznurami opasali — ratuj bracie, ratuj....
— A jakże ja cię tu poratuję? wlazłeś sam, sam wyłaź.
— Zlituj się, oni mnie zabiją, męczyć będą... i twoje ze mną przepadnie — szedłem do ciebie właśnie, — wołał Nathan, — obiecują ci dwieście talarów, jeśli ułatwisz poddanie.
Wachler milczał i myślał.
— Cicho, — rzekł, cicho leż, milcz — zobaczę, może cię potrafię wyratować.
To mówiąc podniósł się nieco, popatrzał na mury, i krokiem cichym złodzieja, spuścił w dół ku fórtce, którą wyszła wycieczka.
Strach dodawał mu szybkości i zwinności.
Wybiegł; posłuchał, zbliżył się do niemca i oderwał sznur wiążący Nathanowi ręce.
— Idź, — idź, uciekaj, a pamiętaj żem ci życie ocalił.
— Nim powrócą, mamy czas, — rzekł żywo