Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Kordecki tom II.djvu/78

Ta strona została uwierzytelniona.
78

— Pozwólcie mi tylko, pójdę chętnie, Bogiem się świadczę. Zyszczemy na czasie, zresztą ja może lepiéj, może inaczéj z Millerem od zakonników mówić potrafię. Byle tylko dał zakładnika gotów jestem téj chwili...
To mówiąc z rzeskością lat młodych, wyskoczył i posłał od siebie z wrót trębacza, wzywając, aby mu odpowiedniego znaczenia zakładnika dano, że sam do Millera przybyć zamyśla.
Ale to śpieszne postanowienie mężnego człowieka, stojącego na czele obrońców Częstochowéj, we wszystkich znalazło opór, Przeor biegł sam odwodzić od niego, też i pani Zamojska poważna matrona, któréj pośpieszono dać znać o tém, przybiegła z synem do męża.
Piękna to była postać, typ owéj polskiéj niewiasty lat starych, jakich twarze, dziś tylko już na popękanych widzimy płótnach: wysoka, poważna, silna i czerstwa, ale skromna i powolna, w oczach miała wyraz potęgi ducha, zarazem i tego pobożnego posłuszeństwa, które znamionowało kobiety nasze. Towarzyszka żywota i myśli męża, nie spieszyła mu odradzać poświęcenia, ale się raczéj dowiedzieć o nim i odwrócić niebezpieczeństwo, jeśliby było nieużyteczne, uwagą, łagodném przypomnieniem wszystkich obo-