Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Powieść bez tytułu Cz. 2.djvu/34

Ta strona została uwierzytelniona.

24
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

izdebeczkę, kawałek świecy i trochę siana, po kilkakrotnie powtórzonych prośbach: bo gospodę zajechały były powozy jakichś państwa, którzy za swój miły grosz szumnie i szeroko w niéj się rozgospodarowywali.
Już miał Szarski usnąć na posłaniu, które garść siana i płaszcz stanowił, gdy głos jakiś znajomy z pokojów sąsiednich uszy jego uderzył. Głos ten słyszał gdzieś w życiu Stanisław, choć zmianę czuł w nim wielką; ale mu serce zabiło, szukając w dźwiękach jego przeobrażonych śladów tego, czém się niegdyś odzywał.
Głos to był kobiecy, w którym już ani kropli uczucia, ani odbicia wewnętrznego duszy śpiewu, ani drgania serca nie było: zimny, równy, perłowy, miły uchu, ale przerywany śmiechem sztucznym, wyuczonym, i sam wystudyowany jak śpiew kanarka. Znać było, że osoba, któréj posługiwał, choć młoda, już zastygłe miała serce, już się nie poruszała niczém, już świat wypiła do dna, szukając tylko w mętach jego rozrywki.
Szarski wstał, i dźwignięty z razu wspomnieniem, upadł na kolana. Był to głos Adeli. Po nim jednym łatwo było poznać, łatwo odgadnąć, co się z nią stało od chwili, gdy niezapominajką i przysięgą nęciła młodego chłopca.
Mimowolnie o uszy Stanisława odbiła się rozmowa dwojga młodych małżonków.
ON. Ale ma chère, nie zabawim tam długo; d’abord ja wsi nie lubię i nie pojmuję... życie assomante. On s’amuse à ennuyer les autres du matin ou soir, sous pretexte de salon... Towarzystwo nie nasze... cela sent a rouille, cela vous donne des nausèes.
ONA. Ty, jak zechcesz, mon prince; ale ja zabawię