Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Sceny sejmowe.djvu/18

Ta strona została uwierzytelniona.

Wszystkie jego ruchy bacznie śledził kapitan, wąsa pokręcając...
Milczenie trwało minut parę. Majeter coś dobył z sakwy i w rękę kapitanowi wcisnął, który nic téż nie mówiąc, schował wzięte do kieszeni i szepnął:
— Oto ja lubię, kiedy kto się zna na sprawie... Waćpan wiesz, że ja sam służyłem w wojsku Imperatorowéj, co prawda to prawda, a w niém ludzie bardzo porządni, ale i takich siła, którzy nosa palcami ucierają, a jedząc kości przez siebie rzucają... Ja ich szanuję... to naród bogaty! rublów mają moc... ale tak i bezpieczniéj od nich z daleka...
Borysewicz się ukłonił i tak się rozeszli, a kapitan uśmiechając się do siebie, rzekł w duchu.
— Dobra gratka! trzeba iść daléj na polowanie.
I pociągnął ulicą śpiewając.




O litewskie sioła i gaje! nadniemnowe doliny i wzgórza — ciche brzegi pięknéj rzeki kamieńmi usłane wędrownemi, co gdzieś z drugiego stoczyły się tu świata! o łąki zielone z pastuszą piosenką, ze stadami białemi jak perły rozrzuconemi na aksamitach darniowych — o! mruczące ruczaje, pochyłe brzozy, krzywe sosny stare, ziemio, z któréj wiatr kości spruchniałe wywiewa... chaty na kamiennych progach... kościołki jodłami opasane... i cmentarzyska, na których jodłowce czarne się kładną tuląc mogiły... któż waszego obrazu na sercu nie nosi, gdy raz choćby stopą pielgrzyma piękne a smutne wasze przewędrował gościńce?
Kraj to ciszy i milczenia, spokoju i oczekiwania. Lasy śpią i kołyszą się senne, rzeki płyną drzemiące i rozmarzone, trawa wyrasta powoli i leniwo, brzoza się chyli ku ziemi ospała... opuściwszy znużone gałęzie... nawet ptasze śpiewa półgłosem, aby nie zbudzić milczenia.
Kraj to jak w bajce — zaklęty... Wszędzie ślady dawnego życia, ruchomego, potężnego, po którém przyszedł — spoczynek.