Strona:J. I. Kraszewski - Wspomnienia Odessy, Jedysanu i Budżaku T.I.djvu/148

Ta strona została skorygowana.
138
6. LIPCA

Tam i ówdzie po bokach wyglądają z pod gór ziemlanki, jak białe punkciki. — Trwa to jednostajnie, aż do przedostatniéj Słobody, pod Szarajewą, osadzonéj dosyć ładnie wierzbami i topolami; aż do saméj Szarajewéj. Tu w polu, kilka, zapewne tatarskich, mogił się ukazuje: ciągną się długie sznury Czumaków powolnie, lecą w tumanach pyłu, tabuny koni, trzody bydła — ogromne bodjaki powiewają po stepie szeleszcząc — Nago, cicho, niebo nad głową, pod nogami goła ziemia spiekła, popadana, wyżłobiona kołami.
Szaraszejewska Słoboda, czy miasteczko, także osadzona drzewy, z ogromnym placem pustym, zostawionym gwoli tutejszym dwutygodniowym jarmarkom, z mizernemi domkami, ukazuje się, w rynku stoją tylko raz na zawsze wybudowane z tarcic i kijów szaragi, na których przyjeżdżające kupczyki, wywieszają swoje kramki. Jedną stronę tego obszérnego placu, zajmuje dwór w drzewach; drugą Cerkiew zwykłą formą z zielonym dachem, przed którą stoi kamienny, kształtny na skarbonę i obraz pomniczek — Obok niego ocembrowana kamieniem, ale sucha studzienka