Strona:John Galsworthy - Powszechne braterstwo.djvu/216

Ta strona została przepisana.

dziecko; musisz dokładnie zdawać sobie sprawę z tego, co chcesz. Nie możesz przecież zabrać się do praktycznej pracy jedynie przez prostą sentymentalność.
— Poszedłeś na pogrzeb, Marcinie, więc nie zapieraj się, że i ciebie to obeszło.
Marcin nie raczył odpowiedzieć na tę insynuację.
— Okazaliśmy już dosyć uczucia, — rzekł; — a nawet przekroczyliśmy potrzebę; tak samo bywa ze sprawiedliwością, kierowaną przez klasę wyższą, która ma na jednem oku opaskę a drugiem zezuje. Gdy zobaczysz osła, zdychającego w polu, przekazywanie tego wypadku jakiemuś stowarzyszeniu, jak uczyniłby twój stary, niema sensu; na nic się tu nie przyda, pełen sympatji dla całego świata, szkic Hilarego o „Przechadzce po polu: z rozważaniami nad zgonem osła“; trzeba poprostu wpakować kulę w łeb osła.
— Ty zawsze masz coś do zarzucenia stryjowi Hilaremu, — rzekła Tymjana.
— Nie mam nic przeciw osobie Hilarego; protestuję przeciw jego typowi.
— Tak, a on przeciw twojemu, — odparła Tymjana.
— Tego nie jestem zupełnie pewien, — rzekł Marcin powoli; — nie. nu on na to dosyć energji.
Tym podniosła podbródek i, patrząc na niego z pod przymkniętych powiek, rzekła:
— Wiesz, ze wszystkich zarozumialców, jakich dotąd spotkałam, ty jesteś najgorszy.
Marcin wydął nozdrza.
— Czy jesteś gotowa, — spytał — wpakować kulę w łeb osła, czy nie?
— Ja widzę tylko jednego osła i to wcale nie zdychającego!
Marcin wyciągnął dłoń i pochwycił jej rękę poniżej łokcia. Trzymając ją mocnym uściskiem, rzekł:
— Nie wykręcaj się!
Tym usiłowała uwolnić rękę.
— Puść!
Marcin patrzył jej prosto w oczy. Twarz mu poczerwieniała,
Lica Tym również zaróżowiły się barwą portjery, za którą siedziała.
— Puść!
— Nie puszczę! Zmuszę cię, żebyś jasno zdała sobie sprawę z tego, co tobą kieruje. Co zamierzasz? Czy prze-