Strona:Karol May - Old Surehand 05.djvu/219

Ta strona została skorygowana.
—  195  —

— Nie, nie! — zawołał Thibaut.
— Ja nie dopuszczę do tego, żeby Old Shatterhand z nią rozmawiał!
— Dopuścicie! — huknąłem nań groźnie. — Apanaczko, pilnuj go, a za najmniejszym jego ruchem niebezpiecznym przejedź po nim, żeby połamał ręce i nogi!
— Brat Shatterhand może zdać się na mnie — odrzekł Apanaczka. — Niech pomówi ze skwawą, a gdyby guślarz tylko ręką ruszył, będzie trupem, rozdeptanym przez końskie kopyta!
Ustawił się tuż obok Thibauta. Byłem pewny, że groźby swojej dotrzyma.
— Czy byłaś dzisiaj w Kaam-kulano? — spytałem obłąkaną.
Potrząsnęła głową i spojrzała na mnie tak bezmyślnie, że mnie wprost zabolało.
— Czy masz nina ta-a-upa[1]?
Skinęła znów głową.
— A gdzie twój toats[2]?
Ta sama nastąpiła odpowiedź.
— Czy widziałaś swoją kokhej[3]?
Gdy i teraz obojętnie poruszyła głową, przekonałem się, że jest nieczuła na pytania, dotyczące życia wśród Komanczów. Spróbowałem inaczej:
— Czy znałaś wawę Ikwet Sipę?
— Ik... wet... Sipę... — westchęła.
— Tak. Ik... wet... Sipę — powtórzyłem, kładąc nacisk na każdej zgłosce.
Na to ona odpowiedziała jak we śnie, ale wyraźnie:
— Ikwet Sipa, to mój wawa.
Domysł mój był słuszny; ona była siostrą padre Diterica.
— Czy znasz Tehuę? Te... hu... ę!
— Tehua była moją ikokhej[3].
— Kto jest Tokbela? Tok.. be...la!

— Tokbela to nuuh[4].

  1. Mąż.
  2. Syn.
  3. 3,0 3,1 Starsza siostra.
  4. Ja.