Strona:Lew Tołstoj - Wojna i pokój 07.djvu/88

Ta strona została uwierzytelniona.
XIII.

O trzeciej z rana nikt jeszcze nie był usnął, gdy wszedł do izby wachmistrz, przynosząc rozkaz, wymaszerowania natychmiast kierując się ku miasteczkowi Ostrowo.
Oficerowie zbierali się jak mogli najprędzej, nie przerywając wesołej gawędki. Samowar kipiał nalany tą samą wodą brudną i żółtawą. Rostow nie czekając nawet na herbatę, wyszedł przed dom, aby oglądnąć swój oddział. Deszcz ustał. Dniało, a od wschodu niebo zaczynało płonąć jutrzenką. Chmury rozsuwały się zwolna i znikały z widnokręgu. Powietrze było chłodne i przesiąknięte wilgocią. Chłód dawał się w znaki tem dotkliwiej, że nie było czasu wysuszyć należycie przemokłych mundurów. Ilin i Rostow, spojrzeli przelotnie na kibitkę, przechodząc obok niej. Z pod fartucha zapiętego, z którego dotąd woda ściekała powoli, wychodziły do połowy wyciągnięte, długie i chude nogi doktora. W kąciku przeciwległym, dostrzegli ładną główkę pani doktorowej, przytuloną do małej puchowej poduszeczki. Spała smaczno, z ustami przez pół otwartemi.
— Ładniutka na prawdę — zwrócił się Rostow do swego towarzysza.
— Zachwycająca! — wykrzyknął Ilin, z zapałem gołowąsego młodzieniaszka.
W niespełna pół godziny, oddział stał już na drodze, gotów do wymarszu.
— Na koń! — zabrzmiała komenda.
Żołnierze przeżegnali się i wskoczyli raźno na siodła.