Strona:PL Aleksander Dumas - Hrabia Monte Christo 01.djvu/080

Ta strona została uwierzytelniona.

— I mnie tam uwięzić mają pomimo obietnicy pana de Villeforta?
— Nie wiem, co ci tam pan de Villefort obiecywał, wiem to jedynie, że płyniemy do zamku If! Ale co to jest!... Co robisz!... Hola!
Zaś Dantes, jednem poruszeniem jak błyskawca nagłem, które przewidziało jednak wprawne oko żandarma, chciał się rzucić do morza.
— Aha! — zawołał żandarm, gniotąc mu kolanami piersi — aha, to takie jest marsylskie słowo honoru? No, teraz bratku, porusz się tylko, a kulę w łeb ci wpakuję niezawodnie.
I wymierzył karabin w Dantesa.
W pierwszej chwili przychodziło na myśl nieszczęśliwemu uczynić właśnie to zakazane poruszenie i zakończyć w ten sposób to niespodziewane nieszczęście. Przypomniał sobie jednakże obietnicę de Villeforta i odzyskał odrazu równowagę umysłu, rozbudziła się ponownie nadzieja... Przytem śmierć na dnie łodzi, z ręki żandarma — wydała mu się ohydną. Legł więc na dnie łodzi nieruchomo, gryząc palce z wściekłości. W tejże samej prawie chwili, gwałtowne uderzenie wstrząsnęło łódką i jeden z wioślarzy wyskoczył na skałę, do której przybili. Dantes z tego wywnioskował, że przybyli już do celu podróży. Straż zmusiła go do powstania i do wyjścia z łodzi.
Dantes poddał się już przeznaczeniu i nie stawił bezużytecznego oporu. Chwiał się tylko jak pijany na nogach i wodził obłąkanym wzrokiem dookoła. Widział, iż przechodził pod jakąś bramą i że ta brama zamknęła się za nim, ale było to dla niego najzupełniej obojętne. Odczuł jedynie, że nie widzi już morza i że został ściśnięty murami, że go one przytłaczają, że jest mur, przed nim i za nim; i że mur podobny jest i nad nim również; i że nad tym, wyżej, jest znów mur.
Zamarł w odrętwieniu. Po chwili spostrzegł, że został wprowadzony na obszerny dziedziniec, opasany murami.
Żandarmi pewni już, że im tutaj więzień nie ucieknie, puścili go wolno. Czekali na rozkazy.