Strona:PL Aleksander Dumas - Hrabia Monte Christo 03.djvu/268

Ta strona została uwierzytelniona.

Gdy Andrzej znalazł się w swym pokoju, natychmiast spalił list Kadrusa, a następnie zadzwonił na służącego.
— Jesteś tego samego wzrostu co i ja, mój Filipie — powiedział do niego — i masz nową liberję, którą ci dopiero od krawca przyniesiono. Otóż wiedz, ale natychmast o tem zapomnij, iż mam interes do pewnej gryzetki, do której jednak nie mogę iść przecież w swem zwykłem ubraniu, zwłaszcza, iż nie chcę, ażeby wiedziała z kim ma do czynienia... Pożyczysz mi więc tej swojej liberji, a także i papiery swoje, bym mógł w razie potrzeby przespać się w oberży.
Filip, ukrywając wesoły śmiech, wypełnił zlecenie.
W pięć minut potem Andrzej, przebrany za lokaja, wychodził z hotelu przez nikogo nie poznany, wsiadł do kabrjoletu i kazał się zawieźć do oberży pod „Czerwonym kogutem“, gdzie się przespał, a nazajutrz wyszedł rankiem i udał się do domu, w którym zamieszkiwał Kadrus... Gdy wszedł zgodnie ze wskazówkami ongi mu danemi, na trzecie piętro, pochwycił ze złością za łapkę i głośno zadzwonił.
Po chwili otworzył mu drzwi skrzywiony Kadrus.
— Jesteś, widzę, punktualny — rzekł na powitanie — wejdź.
A gdy Andrzej wszedł, starannie zamknął rygiel.
— Cóż, u djabła, nowego? — ze złością zawołał Andrzej.
— No! no, mały, nie gniewaj się — powiedział Kadrus — ot, chciałem cię zobaczyć i patrz, jakie przygotowałem dla ciebie śniadanie!
Andrzej ze smakoszostwem pociągnął nosem i uczuł zapach mieszaniny sadła z czosnkiem, po których to przyprawach poznać można nieomylnie i zawsze kuchnię prowansalską. Pachniało pozatem rybą smażoną, a nadewszystko muszkatułową gałką i gwoździkami.
W końcu pokoju stał stół dość czysto nakryty, na dwie osoby, z dwoma butelkami wina czerwonego, trzecią vermuthu i czwartą araku. Na kapuścianym liściu ułożono dość zgrabnie nieco winogron, mandarynki i banany.
— Jak ci się to wszystko podoba, mój mały?... Nieźle, praw-