Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T2.djvu/172

Ta strona została uwierzytelniona.
—   172   —

— Odpowiedz mi, pani — rzekł Filip. — Dlaczego moja żona trzyma dwór złożony z anglików?
I założył ręce, patrząc w oczy matce, jakby sadził, że na ten zarzut nie może odpowiedzieć.
— Rzecz bardzo prosta — odpowiedziała Anna Austriacka — anglicy są jej ziomkami, a że wydali wiele aby jej towarzyszyć do Francji, nie byłoby politycznie odprawiać szlachtę, skorą do ofiar i poświęceń.
— Moja matko — rzekł Filip — piękne to poświęcenie opuścić kraj mglisty, a przybyć w ładne okolice, gdzie talarem więcej robi się blasku niż tam pięcioma... piękna ofiara przejechać sto mil z kobietą, która się kocha!
— Kocha? Filipie, co mówisz, pomyśl!...
— Nie inaczej.
— I któż to kocha księżne?
— Książę de Buckingham. Może zaprzeczysz mi, moja matko?
Anna Austriacka zarumieniła się i roześmiała jednocześnie. Nazwisko księcia de Buckingham przywiodło jej miłe i przykre zarazem wspomnienia.
— Buckinghamowie są szlachetni i waleczni — odpowiedziała śmiało.
— O... więc i matka broni zalotnika mojej żony!... — zawołał Filip w uniesieniu, które przy jego słabym charakterze objawiło się łzami.
— Mój synu — rzekła Anna Austriacka — wyrażenie to niegodne jest ciebie. Twoja żona nie ma zalotnika, a gdyby go miała, to pewnie nie księcia de Buckingham; ludzie, jemu podobni, powtarzam ci, są szlachetni i dumni, a gościnność jest dla nich świętą.
— Pani! Buckingham jest Anglikiem, a czyż Anglicy szanują książąt francuskich?
Anna zarumieniła się mocniej, niż wprzódy i odwróciła się niby dla poprawienia pióra, a rzeczywiście dla ukrycia pomieszania.
— Mój synu — rzekła po chwili — dobierasz wyrazów, które