Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T3.djvu/240

Ta strona została uwierzytelniona.




ROZDZIAŁ XXXVI.
PORTHOS NIE STRACIŁ SIŁ.

D‘Artagnan przybył przed bramę pałacu nadintendenta w chwili, kiedy żołnierz wychodził już z pustym pasem z niej. D‘Artagnan przystąpił do bramy, którą wyhaftowany szwajcar trzymał nawpół otwartą. Chętnie byłby wszedł, nie wymieniając swego nazwiska, ale środka na to nie było, powiedział zatem, kto jest. Pomimo tego ustępstwa, które powinno było usunąć wszelkie trudności, jak przynajmniej sądził d‘Artagnan, odźwierny zawahał się; jednak przy powtórnym wymienieniu tytułu kapitana gwardji, szwajcar, nie dając wolnego przejścia, przestał je przynajmniej tamować.
Odszukał nie bez trudu mieszkanie Porthosa i stanowczym tonem rozkazał lokajowi.
— Uprzedź pana barona du Vallon, że rycerz d‘Artagnan, kapitan muszkieterów Jego Królewskiej Mości, pragnie go widzieć.
D‘Artagnana wprowadzono do salonu. W salonie niedługo czekał; znajomy chód zatrząsł posadzką sąsiedniego pokoju, drzwi się otwarły i Porthos rzucił się w objęcia przyjaciela, z pewnym rodzajem pomieszania, które nie było mu do twarzy.
— Ty tutaj?... — zawołał.
— A ty?.. — odparł d‘Artagnan.
— A tak — odpowiedział Porthos, uśmiechając się z przymusem — tak, zastajesz mnie u pana Fouquet; to cię pewno niemało zadziwia?