Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T4.djvu/246

Ta strona została uwierzytelniona.




ROZDZIAŁ XLIII.
WSPÓŁZAWODNICY W MIŁOŚCI.

Dwie godziny upłynęły od opuszczenia Ludwika XIV-go przez Saint-Agnana, a w obecnem podnieceniu miłości, król, kiedy nie widział panny La Valliere, musiał koniecznie o niej mówić. Jedyna zaś do tego osobą był Saint-Agnan, który też stał mu się koniecznie potrzebnym.
— Ah!... to ty, panie hrabio!... — zawołał król. — Tem lepiej, rad jestem, że cię widzę. Wszak będziesz należał do naszej podróży, nieprawdaż?...
— Do podróży, Najjaśniejszy Paine?... — spytał Saint-Agnan — a do jakiej podróży?...
— Do podróży, którą przedsiębierzemy, aby korzystać z zabawy, jaką nam daje pan nadintendent w Vaux. Ot dopiero zobaczysz zabawę, królewską zabawę, wobec której nasze rozrywki w Fontainebleau są tylko dziecinnemi zabawkami.
— Chętnie, jeżeli od dziś za osiem dni nie będę już na dłuższej i mniej przyjemnej drodze.
— Jakiej?
— Przez rzekę Styx, Najjaśniejszy Panie!
— Ja ciebie nie rozumiem, mój kochany. Wiem, że jesteś poetą, ale staraj się na teraz być zrozumiałym.
— Czy Najjaśniejszy Pan zna pana barona du Vallon?...
— Jakto, czyżby cię pan du Vallon chciał zabić?... O!... to pocieszne!...