Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VI.djvu/139

Ta strona została przepisana.
Barski.

Piję nie źle.

Alfred.

Naturalnie.

Barski.

Towarzystwo podoba mi się coraz więcéj.

Alfred.

Nic dziwnego.

Barski.

Ale jednak, w rozmowie tych Pań, w ich uśmiechu, w wejrzeniach na siebie, przeczuwam jakąś tajemnicę... któréj wprawdzie zgłębić nie daję sobie pracy... Używałem natrafionéj przyjemności... było mi dobrze... i mile biegły chwile.

Alfred.

Rozumiem.

Barski.

Ale jakież było moje zadziwienie, kiedy znalazłszy się sam na sam z szanowną Panią Kasztelanową, ona po krótkim wstępie... wstępie dość uciesznym... oświadcza mi, że jestem Alfredem Tulskim, narzeczonym Pani Malskiej, że się wkradam do jéj domu pod przybraném nazwiskiem, co obiedwie z różnych a różnych przyczyn uważają z méj strony za niegodne postępowanie. Zapieram się, protestuję najusilniéj... nie ma ratunku: Jesteś Tulskim, zostaniesz.... jesteś Barskim lub téż kim innym, bądź zdrów! Tu piękna Pani, tam ulewa...

Alfred.

Wybór nie trudny.