Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VI.djvu/193

Ta strona została przepisana.
Celina.

Nie. Wprawdzie nie znam go, ale znam bardzo dobrze Celinę.

Ernest.

Celinę moją żonę!?

Celina.

Jej historya jest prawdziwą niestety, ale Pan nie jesteś jéj mężem. Bo lubo przy ślubie tylko widziała Ernesta, lubo obficie zalewała się łzami, i było czego, jak się późniéj okazało, miała jednak dość czasu, ażeby zobaczyć że był młodym, przystojnym... dość przystojnym i nie był..

Ernest.

I nie był garbatym, chcesz Pani grzecznie powiedzieć. Temu łatwo zaradzić — jedynie aby przekonać że nie kłamię. (Cofa się w głąb, zrzuca perukę, okulary i powierzchny surducik, w którym z tyłu był garb wypchany) A teraz Pani (klękając) uklękam przed tobą — nie skłamałem mojéj historyi ale zmyśliłem powierzchowność moję i z tego względu o przebaczenie proszę.

Celina (p. k. m.).

I na cóż ta karnawałowa maskarada... Tylko bardzo proszę, bez teatralnéj prozopopei... Wstań Pan.

Ernest (wstając).

Nie udawałem i nie udaję, że muzyka jest moim żywiołem. Przyjechałem tu w drodze do najukochańszéj żony, kiedy zaraz pierwszego wieczora zasłyszałem cudny śpiew — chciałem się zaraz nazajutrz wywiedzieć, kto jest ten...