Strona:PL Antologia współczesnych poetów polskich (1908).djvu/588

Ta strona została przepisana.


Duszę jasność zatapia jakaś krwawo-biała,
W nieskończoność rozlana świetlanem koliskiem.
Którą zmącą szał nagle, jak piorunna strzała,
W cienie nocy lecąca złotawym pociskiem

Upaja krągłość piersi, biódr różowa białość.
Włosów woń, przegięć urok, kształtów doskonałość.
Rozkosz, co usta pali i oczy przymyka —

I omdlałość opada na piersi i łona —
Rozkosz zwolna przygasa, rozwiewa się. kona,
Jak milknąca w oddali lubieżna muzyka.




SKRZYDLATE OGNIE.

Tak martwo szklą się czarne wody rzeki
W mętnej, przyćmionej, miesięcznej przezroczy —
Jakby przed chwilą zagasły na wieki
Twe oczy, wczoraj całowane oczy.

Tak głucho huczy w mrokach dzwon daleki,
Dal taka zimna, ołowiana, pusta —
Jakby przed chwilą zastygły na wieki
Twe usta, wczoraj całowane usta.