Strona:PL Bogdanowicz Edmund - Sępie gniazdo.djvu/030

Ta strona została uwierzytelniona.

— Co? nieźle udawałem „śpiewające góry“? — zapytał Chodzik, wydobywając się z krzaków.
— A ja także niezgorzej lawinę — uśmiechnął się Piotruś. — Zobaczmy teraz jak doktór Mański załatwił się z koniem.
— Bądź spokojny — zapewniał Chodzik — koń jest już z pewnością w jaskini.
Jakoż było tak w istocie. Dr. Mański pochwycił konia i trzej nasi bohaterowie mieli teraz do rozporządzenia trzy rumaki oraz całkowite uzbrojenie.
— Trzeba jednak doczekać nocy — zadecydował Piotruś. — Na szczęście mgła włóczy się po górach. Może być burza, ale tem lepiej dla nas.






ROZDZIAŁ VI.

Ucieczka.


Spędzono dzień cały w pieczarze, w trwożnem oczekiwaniu, ale nowego wysłańca nie było. Albo go więc nie wysłano, albo też pojechał inną drogą.