Strona:PL Bogdanowicz Edmund - Sępie gniazdo.djvu/050

Ta strona została uwierzytelniona.

Milcząc, począł rozwijać lasso, którem był w pasie owiązany, i zarzucił pętlę na wystającym załamku skały. Następnie wypróbował siłę węzła i za chwilę zawisnął nad przepaścią.
Posuwał się wolno wzdłuż sznura, choć ręce omdlewały mu, a nogi czuł jakby bezwładne. Zrobił jednak wysiłek i zsunął się szczęśliwie. W dole odetchnął i szarpnięciem uwolnił lasso. Był chwilowo ocalony.
Wejście do pieczary stało przed nim otworem. Wszedł do niej bez wahania, lecz wzdrygnął się mimowoli.
Pieczara była obszerna i sucha. Wzdłuż ścian leżały mumje przodków plemienia Aymarów, zwłoki wysuszone powietrzem górskiem i jakby pergaminowe. Obok nich w głowach stały naczynia gliniane, rodzaju wotów, urn i łzawnic jak w wykopaliskach ludów przedhistorycznych.
Piotruś wiedział, że Aymarowie tutaj szukać go nie będą, ale mu tego było nie dosyć. Chodziło o zupełne uwolnienie się od Indjan i utorowanie sobie drogi.