Strona:PL Bolesław Prus - Dzieci.djvu/027

Ta strona została uwierzytelniona.

— Eh!... — odparł blondyn — broni... ile chcecie... trzeba tylko zebrać pieniądze na nią. A gdy dostaniecie broń, moglibyście, dla wprawy, stoczyć jakąś małą potyczkę z wojskiem... Rewolucja już idzie! Finlandja ma armję, w Rosji tworzy się, tylko u nas nie...
Blondyn pożegnał Świrskiego i zniknął z miasta. W parę dni bomba rozerwała robotnika, który kręcił się z nią około policji.
Od tej chwili w cichem dotychczas mieście X. zaczęły się niepokoje. Co tydzień wychodziły numery rewolucyjnego pisma; w fabrykach i warsztatach wybuchały bezrobocia; na ulicach ukazywały się gromadki ludzi z czerwonemi sztandarami; parę razy strzelało wojsko. Pewnego dnia zabito człowieka, który podobno zajmował się szpiegostwem, a w tydzień później zamordowano kogoś niewinnego, przez omyłkę. Zaczęto napadać patrole i strzelać do strażników; w mieście i okolicach zdarzały się wypadki bandytyzmu.
Wśród takich warunków garstka uczniów i rzemieślników, podzielających opinje Świrskiego, na jego propozycję, utworzyła związek Rycerzy Wolności. Związek miał dwa cele: pierwszy — ażeby powstrzymać swoich członków od mieszania się do akcji terorystycznej, drugi — ażeby kształcić ich na żołnierzy.
— Gdy przyjdzie czas — zakończył mowę Świrski — powiem wam, a wtedy wyjdziemy z miasta, uzbroimy się i rozpoczniemy walkę regularną.
Od tej pory, przy zachowaniu koniecznej tajemnicy, Rycerze zbierali się w mieście lub za miastem po kilka razy na tydzień i odbywali ćwiczenia.
Uczyli się maszerować pojedyńczo, linjami i kolumnami; fechtowali się na rapiry i bagnety, przyzwyczajali się do oceniania odległości okiem, kilka razy wyjeżdżali między góry i lasy i uczyli się strzelać do celu.
Obok tego hartowali się. Chodzili w lekkiej odzieży, w bie-