Strona:PL Bronte - Villette.djvu/482

Ta strona została uwierzytelniona.

Nazajutrz, kiedy byliśmy wszyscy zgromadzeni przy stole śniadaniowym, nieco jeszcze drżący z zimna po świeżych ablucjach porannych, owiadczyła pani Bretton, że żadna z osób, której nie zmusza do tego smutna konieczność, nie odważy się opuścić jej domu tego dnia.
W istocie też zdawało się wyjście na ulicę niemożliwością: zwały śniegu przysłoniły dolną część okien, przez które widać było jedynie zamglone niebo oraz goniące się wzajem, zawzięcie walczące z sobą dzikie podmuchy wichru, który odrywał od ziemi, od dachów i od drzew gęste, ciężkie kłęby śniegu. Nie padał już, wirował tylko w powietrzu wielkimi płatami przy akompaniamencie świstu i ryku wiatru, a potem opadał ponownie, układając się w tysiączne wzory fantastyczne.
Młoda hrabianka energicznie poparła decyzję pani Bretton.
— Ojczulek nie wyjdzie — rzekła, stawiając krzesełko swoje tuż przy fotelu ojca. — Już ja go dopilnuję. Nie pojedziesz do miasta, ojczulku, prawda?
— Tak i nie — brzmiała odpowiedź. — O ile ty, Polly, i pani Bretton, będziecie dobre dla mnie — uprzejme i usłużne; o ile będziecie obie pieściły mnie i dogadzały mi, mógłbym zdecydować się przeczekać godzinkę po śniadaniu, aby przekonać się czy ten tnący jak brzytwa wiatr nie ustał jeszcze. Jak dotychczas jednak, nie dałyście mi wcale śniadania; każecie mi umierać z głodu. Nie dajecie mi nic.
— Prędko, prędko, proszę pani — zwróciła się Polly do pani Bretton — niech pani naleje ojczulkowi kawę, a ja tymczasem zajmę się inną częścią śniadania hrabiego de Bassompierre. Od czasu swojego hrabiostwa wymaga tak wiele krzątania się dokoła znakomitej swojej osoby.
Starannie przekroiła bułeczkę, nasmarowała ją masłem i obłożyła serem.
— Masz ojczulku, to twój „pistolet“, przygotowany jak lubisz — rzekła. — A tutaj marmelada, zupełnie taki sam rodzaj, jakim tak zachwycaliśmy się w Bretton.

94