Strona:PL Bronte - Villette.djvu/57

Ta strona została uwierzytelniona.

— Tak. Dość go lubię.
— Tylko dość? Czy lubi pani go tak samo jak ja go lubię?
— Myślę, że nie. Nie,, nie tak, jak ty.
— A czy lubi go pani bardzo?
— Powiedziałam ci przecież, że lubię go tylko dość. Tak sobie. Dlaczego miałabym kochać go tak bardzo? Ma tak wiele wad.
— Naprawdę?
— Wszyscy chłopcy mają wiele wad.
— Więcej jeszcze niż dziewczynki?
— Tak mi się wydaje. Mądrzy ludzie mówią, że nierozsądkiem jest uważać jakiegokolwiek człowieka za doskonałość, a co się tyczy lubienia i nie lubienia, powinniśmy być życzliwie i przyjacielsko usposobieni dla wszystkich, nie ubóstwiać jednak nikogo.
— Czy pani, panno Lucy, jest mądrą osobą?
— Chciałabym być nią. Ale teraz, śpij.
Nie mogę usnąć. Czy panią nie boli tutaj? — zapytała, kładąc maleńką, ni to lalczyną, rączkę swoją na równie miniaturowej piersi. — Nie czuje pani bólu tutaj na myśl, że będzie pani musiała opuścić Grahama? Bo przecież to nie jest pani dom?
— Doprawdy, Polly, nie powinno cię to tak bardzo boleć; masz przecież jechać do twojego ojczulka, z którym będziesz wkrótce razem. Czy nie pragniesz już być jego małą towarzyszką?
Martwa cisza zapadła po tym pytaniu, na które nie otrzymałam odpowiedzi.
— Połóż się, maleńka, i uśnij — prosiłam.
— Tak wyziębło moje łóżko — jęknęła. — Nie mogę się ogrzać.
Widziałam, że mała istotnie drży z zimna.
— Chodź do mnie — rzekłam, pragnąc, zarazem jednak nie mając nadziei, aby przyjęła moje zaproszenie. Była takim niesłychanie dziwnym, kapryśnym małym stworzonkiem, kapryśnym zwłaszcza i nierównym w stosunku do mojej osoby. Natychmiast wszakże przyszła do

47