Strona:PL Bronte - Villette.djvu/84

Ta strona została uwierzytelniona.

po czym wyszedł, aby sprowadzić mi wehikuł. Nie poprzestał jednak na tym i polecił mnie woźnicy, nakazawszy mu, aby dojechał ze mną do samej przystani, nie pozostawiając mnie na łup przewoźników. Woźnica przyobiecał wywiązać się uczciwie z danego mu polecenia, oczywiście jednak nie dotrzymał przyrzeczenia traktując mnie, wprost przeciwnie, jak ofiarę, ciągnioną na rzeź, każąc mi wysiąść wpośrodku gromady przewoźników, i zdając mnie na ich łaskę i niełaskę.
Naraziło mnie to na przejście fatalne. Noc była ciemna, woźnica odjechał czym prędzej z chwilą, gdy wręczyłam mu zapłatę za przejazd i od razu rozpoczęła się zażarta walka przewoźników o moją osobę i o mój bagaż. Jeszcze teraz brzmią mi w uszach przekleństwa rzucane przez nich w przebiegu tej walki: podziałały one na filozoficzny mój spokój bardziej wstrząsająco niż ciemna noc, osamotnienie i niezwykłość sytuacji, w jakiej znalazłam się. Pochwycono mój bagaż; przyglądałam się temu z bezradną biernością, kiedy jednak inny z przewoźników chciał w taki sam sposób pochwycić mnie samą, obruszyłam się, odepchnęłam go, i wsiadłam od razu do jednej z łodzi, nakazawszy władczym tonem, aby umieszczono w niej kufer mój obok mnie, co zastało natychmiast uskutecznione, jako że właściciel łodzi stał się z tą chwilą moim sojusznikiem. Odpłynęłam.
Rzeka była czarna niczym atrament; tu i owdzie tylko ślizgały się po niej światła, rzucane z okien gmachów nadbrzeżnych; na jej powierzchni kołysało się mnóstwo statków. Załoga łodzi podwoziła mnie kolejno do szeregu okrętów, których nazwy, wypisane wielkimi białymi literami na ciemnym tle, odczytać mogłam przy świetle latami. „Ocean“, Feniks, „Książę Małżonek“, „Delfin“ — Nie, nie to nie ten! „Iskra“ brzmiała nazwa mojego statku, który jednak, jak się zdawało, stał na kotwicy znacznie dalej.
Płynięcie nasze w dalszym ciągu po płytkiej fali nasunęło mi porównanie ze Styksem i z Charonem, przewożącym samotną duszę do Krainy Cieniów. W dziwnej tej

74