Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T4.djvu/108

Ta strona została przepisana.
DON ŻUAN (Padając mu do nóg.)

Panie mój drogi!        355
Czy ty już... o! ratuj Boże....

DON FERNAND.

Płacz tu już nic nie pomoże –
Nie martw się – ziębną mi nogi –
Zaprawdę jużem przy śmierci.
To serce, za godzin mało,        360
Robak śmiertelny przewierci,
I znajdzie, że cię kochało.
Ciepło w nim jeszcze zastanie.
Nie martw się mój Don Żuanie.
Ja się w długą podróż wybieram...        365
A dla Boga tu umieram,
Chóry anielskie bogacę:
I dług Panu memu płacę.
Nie martw się i oczów rosą
Nie léj na ciało Xiążęce.        370
Każ, niech mię wezmą na ręce.
I do méj jamy odniosą.
Już konam...

DON ŻUAN.

Z tą ziemią nędzy
Ostatni mój węzeł pęka!

DON FERNAND.

Don Żuanie... czy poźniej, czy prędzéj        375
O tu.

(pokazuje na ziemię.)

Daj rękę. Ta ręka
Karmiła mię – o! szlachetna! –
Chociaż moja śmierć nie świetna,
Po śmierci Bog może zdarzyć
Odmianę... więc w mazamorze,        380
Gdzie się sam jak trup położę,
Nie rusz mię... lecz po skonaniu,
W mistrzowym zawiń ubraniu,
I zostaw tak okrytego
Cichym i spokojnym trupem,        385