Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T4.djvu/109

Ta strona została przepisana.

Jeśli Król pozwoli na to...
A kiedy przyjdą z okupem.
To znajdą mistrza martwego
Pod zwykłą krzyżową szatą.
I powiozą gdzieś przez morza        390
Do kraju garstkę popiołów...
Już też, za tyle kościołów,
Da mi tam grób łaska Boża!

(Don Zuan i Brytasz wynoszą go.)

ZMIANA DRUGA.
Lądują na brzeg morski ALFONS i DON HENRYK z rycerstwem.
ALFONS.

Zostawić falom zhukanym okręta,
Co podpierały żaglami obłoki:
I niechaj biją dział ogniste smoki,
I niechaj rzeka ludzi wyrzygnięta
Z okrętów, płynie i ten kraj zalewa...        5

DON HENRYK.

Zły do lądunku brzeg wybrałeś Panie,
Radziłem lepiéj, te masztowe drzewa,
Bliżéj po srebrnym posunąć bałwanie,
I z nich samemu Fezowi dać szturmy
A tu jak widzisz Maurytańskie hurmy        10
Rażą nas straszną szabel błyskawicą.
Tu sam Tarudant z swą oblubienicą
Z Fezu wracając, bój nam wypowiada.

ALFONS.

Jasnych aniołów była to dorada
Abym uczynił to co teraz czynię.        15
W Fezie na oba natrafiłbym wrogi.
A tutaj jeden – o pół nie tak srogi
Stoi na polu. Więc nim się rozwinie
Każ huknąć w traby.