Strona:PL Eliza Orzeszkowa-I pieśń niech zapłacze.djvu/110

Ta strona została uwierzytelniona.

zielonem tem jeziorem drzemały, czy dumały ciemne grusze polne, a z pośrodka gorących błękitów nieba przyświecało mu słońce nieskazitelnie złote.
Przyświecało także królestwu kalin.
Tuż pod ścianą lasu był wąwóz nie głęboki, ze strumykiem, biegnącym po dnie kamienistem, wśród krzewów, które okrywając urwiska wąwozu, wylewały się przez jego brzegi, jak wino z kruży, albo kwiaty z kosza. Berberysy kwitły tam żółto, dzikie róże różowo, lecz nad wszystkiem panowała świetna białość kalinowego kwiatu. Zdala można go było wziąć za płaty świeżo spadłego śniegu. Śniegiem tym ucentkowane krzaki kalinowe wybiegały z wąwozu i stawały u skrajów zielonego jeziora, którego fale w połyskach srebrnych i zapachach zbożowych przybiegały im do kolan.

Janina, spokojnymi ruchami rozgarniając przed sobą gałęzie krzewów, zstępopować[1] zaczęła w dół wąwozu. Czesław

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – zstępować.