Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Na prowincyi vol 1.djvu/150

Ta strona została uwierzytelniona.

— Pan brałeś lekcye w Warszawie! więc tém bardziéj prosimy pana...
— Doprawdy nie wiem... — protestował jeszcze młodzieniec i patrzył na Wincunią.
— Niech pan zaśpiewa cokolwiek — ozwała się Wincunia z nieśmiałością i nie podnosząc oczu.
— Niech się stanie wola pań! — rzekł, powstając natychmiast Alexander. — Ce que femme veut, Dieu le veut — dodał przesadną francuzczyzną.
Ostatnie słowa były także korzyścią, odniesioną ze znajomości z panią Karliczową. Wypowiadając je, nie troszczył się, czy będzie zrozumianym przez kogokolwiek z obecnych.
Przeszli wszyscy do przyległego pokoju, dobrze oświeconego palącą się na stole lampą. Alexander usiadł przy fortepianie, odrzucił włosy i uderzył kilka akordów, potém, pięknym i czystym w istocie, choć wcale nie uczonym głosem, zaśpiewał powszechnie znaną piosenkę: „Serce, serce, zkąd to bicie?” Z początku śpiewał z przesadą i wzniósł w górę oczy, ale potém zwrócił je na Wincunią, stojącą nieopodal i, nie spuszczając z niéj wzroku, odśpiewał ostatnią zwrotkę:

„I na téj to pajęczynie,
Która się tak wątłą zda,
Ach, udało się dziewczynie,
Że mię w swojéj mocy ma!”

Przesada, z jaką był zaczął śpiewać zniknęła,