Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Na prowincyi vol 1.djvu/211

Ta strona została uwierzytelniona.

kszy splendor zabawy, panią Karliczową, ku wielkiemu téż zdziwieniu saméj tancerki, która przez to ujrzała siebie wystawioną na powszechną uwagę, obdarzoną piérwszeństwem przed tylu innemi kobietami, pasowaną niejako na królową balu.
A ślicznież im tak było obojgu, lecącym niby w powietrzu, śród rzęsistego światła, z twarzami zwróconemi ku sobie i oblanemi rumieńcem! Przezroczysta suknia dzieweczki unosiła się na niéj, jak śnieżysta chmurka, wianek z drobnych róż drżał na warkoczu, oczy spuszczały się ku ziemi, a z za wiśniowych ust ukazywały się białe ząbki, niby rodzone siostry pereł, które drgały na szyi.
Alexander był młody, zgrabny, pełen życia, pięknie więc tańczył mazura; Wincunia była także młoda, zgrabna, pełna życia, pięknie więc téż tańczyła.
W téj saméj chwili, gdy piękna i pięknie tańcząca para pomknęła na salę, we drzwiach stanął Bolesław, wywołany z dalszych pokojów mazurową nutą, a może nawet chęcią ujrzenia Wincuni. Spojrzał na salę i ścigał wzrokiem snującą się po niéj białą suknią dziewczyny.
Ta wesoła tancerka, płynąca w potoku światła, to dziewczę rozbawione, ręka w rękę biegnące w poskokach z obcym mężczyzną, byłaż-by to jego Wincunia, to ciche dziecię słomianéj strzechy, z białego far-