Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Na prowincyi vol 2.djvu/259

Ta strona została uwierzytelniona.

„W sercu jéj leży dziwna jakaś tajemnica, która wygryza z niéj życie, a któréj odgadnąć ja nie mogę, może i nie umiem.
„Są w niéj rzeczy, które mię dziwią i myśl mą wtrącają w chaos przypuszczeń. A jednak, gdybym wiedział, może...
„Przed kilku dniami siedziałem z nią wieczorem przy lampie i czytałem głośno jakiś ustęp z poezyi Słowackiego, wysnuty „w Szwajcaryi”. Czytając, nie mogłem wstrzymać się od myśli, że historya, którą wieszcz pisał łzami, dziwnie była do mojéj podobną. Wszakże i ja kiedyś „spotkałem ją samą, pod jasną tęczy różno-farbnéj bramą”; a potém i jam miał chwilę, w któréj „z ust zamkniętych skromnie, najpiérwszy uśmiech jéj przyleciał do mnie. Przyleciał szybko i wrócił z podróży, do swego gniazda, do pereł i róży”; bo wszak i ona kiedyś była „jak białe łabędzie, była jeziora błękitnego panią, miała powozy z delfinów, z gołębi, i kryształowe pałace na głębi, i księżycowe korony w noc ciemną, i mogła była wszystko robić ze mną”. Autor ten w poezyi swéj miewa takie tony, że gdy je człowiek wygłasza, razem z dźwiękiem głosu musi wyjść na jaw głębia duszy jego, choćby ją z całéj mocy utaić pragnął. Wiem teraz z przekonania, że mężczyzna, który miłość swą chce ukryć przed ukochaną, nigdy z nią poezyi tych czytać nie powinien. Im daléj czytałem poemat, wysnuty „w Szwajcaryi”, tém bardziéj żałowałem, żem