Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pamiętnik Wacławy vol I.djvu/388

Ta strona została uwierzytelniona.

i oto masz mię babko moja przed sobą taką, jaką mię uczyniłaś, a jednak Anioł Stróż mojéj młodości nie zupełnie jeszcze uleciał ode mnie, i szepce mi jeszcze, gdzieś na samém dnie mojéj duszy, że mogę być inną, mogę pochwycić na nowo światło utracone, cnotą błąd zmazać... byleby tylko daném mi było to, bez czego być mi inną nie sposób...
Podniosła obie dłonie do twarzy i załkała głośno, potém przystąpiła bliżéj jeszcze do babki i znowu ręce do błagania złożyła:
— Babciu! — zawołała — przebacz! nie chciałam ci czynić wyrzutów! Wytoczyły się one z ust moich, jak lawa z krateru wulkanu, który chyba ręka Boga powstrzymać może! Przebacz mi! Nie chciałam cię obrazić! jam dziś lepsza, niż byłam dawniéj! Przyszłam do ciebie z ostatnią prośbą, z ostatnią nadzieją! Nie oddawaj mu Wacławy, on ją nieszczęśliwą uczyni! Oddaj mu mnie, a daj nam tyle tylko, aby on nie miał nędzy, któréj się obawia. Ja podejmuję się podnieść i wzmocnić jego ducha, będę go tak kochała, będę dla niego tak dobrą, łagodną, poświęconą, że bez bogactwa będzie się czuł szczęśliwym... Nauczę go pracować..., oboje pracować będziemy..., daj mi teraz tyle tylko, aby stłumić w nim nędzy obawy... Babciu! będziesz sama szczęśliwa swém dziełem... Wacława wyjdzie za mąż... ona tak młoda, taka piękna..., ożeni się z nią inny jaki z brzmiącém nazwiskiem..., a jego mnie oddaj!