Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/411

Ta strona została przepisana.

Precz, wroga miecz!
On zbawił kraj!...
Obym kiedyś była matką!
Obym kiedyś taką rzadką
Miała latorośl!... Tchom
Błogosław moim, Pallada!
Kadma-ś swym parła rozkazem.
By męstwa dał dowód i głazem
Uśmiercił gada!
Bóg za to zesłał te klęski!...

Wpada

GONIEC.

O hej! Jest tam kto z stróżów u pałacu bramy?
Przywołać tu Iokastę!... Za długo czekamy —
Otworzyć — hej!... Sławetna żona Ojdipowa
Co tchu niech przyjdzie z komnat, niech mojego słowa
Wysłucha! Niechże raz już skończy z narzekaniem!

IOKASTE.

A jakąż to wiadomość od ciebie dostaniem?
Żałobną, że padł syn mój Eteokl? Wiesz o tem,
Bo zawsze stałeś przy nim, zawsześ go przed grotem
Nieprzyjacielskim chronił! Żyw, czy legł? Mów, drogi!

GONIEC.

O, żyw jest! Nie lękaj się! Zbawiam cię tej trwogi.

IOKASTE.

A jakże się trzymają siedmiobramne ściany?

GONIEC.

Nienaruszone stoją! Gród niepokonany!