Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/368

Ta strona została przepisana.
FRYGIJCZYK.

Macierzy, idajska macierzy!
Mocna, przemocna władczyni!
Nikt nie uwierzy —
Ojej!.
Na jakie w godzinie tej
Patrzałem losu pięście,
Na jaki patrzałem grom,
Na jaki grom, co padł
Na ten królewski dom!...
Co się nie czyni!
Z pod purpurowych szat,
Z ukrycia dobywszy miecze,
Dzikiemi strzelając oczyma,
Błyski ciskając gromowe,
Czy się gdzie jeszcze nie trzyma
Jakowe widmo człowiecze,
Niby odyńce z kniej
Rzucą się na królowę,
Krzycząc w wściekłości swej:
»Umrzesz! Ha! umrzesz! Ze świata
Rodzony sprząta cię mąż,
Albowiem przez swoją zdradę
Śmiał Argejczykom wydać na zagładę
Syna własnego brata!...«
A ona, jęcząc wciąż.
Ciągle biadając »o biada!«
Pierś białą pięściami okłada,
Bije i bije się w głowę,
A potem, jak człek, co jest w szałach,
Zerwawszy się, w złotych sandałach
Ucieka, ucieka precz!