Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/209

Ta strona została przepisana.
Sonet 177.


Napisany jak się zdaje, okuło roku 1347.


W snach się lubując i w słabości pysze,
Cień garnąc, mroki uganiając sine,
Morzem bezbrzeżnem i bezdennem płynę,
W piaskach buduję, i na wiatrach piszę!
Wpatrzony w słońce, wzrok i duszy ciszę
W niem utopiłem, i jest mi jedyne
Szczęście, za zbiegiem, w błędną gdzieś krainę
Pędzić, i nędze mieć za towarzysze!
Strudzony wszystkiem, tylko na cierpienie
Chciwy, i wiecznie chętny mieć je bliskiem.
Śmierci przyzywam, dziwnym serca szałem
Tak lat dwadzieścia (zda się — nieskończenie!)
Jęki i łkania są mi całym zyskiem —
Pod taką bowiem gwiazdą dzień ujrzałem! —



Sonet 178.


Wdzięk, jakim Niebo zrzadka ziemian darzy —
Nadludzka dobroć — splotów jasność złota —
W młodzieńczej duszy dziwnie źrzała cnota —
Cześć nieśmiertelna na śmiertelnej twarzy —
Uśmiech — woń kwiatu z Rajskich wirydarzy —
Słowo, co zmysły w sieć uroków mota —
Obejście skromne, w szczęśliwości wrota
Wejść wzbraniające wszelkiej żądzy wrażej —
I wreszcie oczy, których blask jest w stanie
Rozświecić nocne mroki i otchłanie,
I duszę z ciebie wziąść w swe własne łono —
I szept z wymową błogich słów zmienioną —
I westchnień cichych częste przerywanie
Tem wszystkiem dziwnie mię przeistoczono! —



Sestina VI.


Ledwie trzy doby[1] żyjąc, wziąłem w dziale
Szlachetną spłonąć żądzą całkiem nową,
I z rąk Anielskich wzgardę mieć w nadgrodę!
Lecz jeszcze wtedy nic, o twardych szrankach

  1. Znaczy tu: trzy siedmiolecia — to jest lat dwadzieścia jeden.