Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Latarnia czarnoxięzka Oddział II Tom I.djvu/045

Ta strona została uwierzytelniona.

Bernardyn opowiadał tak dowcipnie, z taką łatwością, z takim staroświeckiego kroju humorem, że Staś nawet musiał się wreście uśmiéchnąć.
Naturalnie mówić zaczęto o klasztorach, kwestach i o kwestarzach. Nasz brat Serafin, zrobił się historiografem ich i opowiedział wszystkie tradycyjne krążące o nich powiastki, aż do owéj o Panu Kaniowskim i innych wielu. — Między innemi przypomniał i ową przygodę kwestarza, który przybywszy przez niewiadomość do heretyckiego domu, w czasie obiadu, w dzień piątkowy, przyjęty był dość zimno i z drwinkami.
Xiądz miał z sobą psa.
Pani domu, postrzegłszy go, zawołała na sługę. — Dla Xiędza i dla pieska niechaj zrobią z postem.
— Mój pies Mościa Dobrodziéjko — odpowiedział braciszek niezmieszany, trzyma z heretykami i jé z mięsem.
Jak zwykle w tradycyjnych powiastkach