Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Latarnia czarnoxięzka Oddział II Tom I.djvu/085

Ta strona została uwierzytelniona.

do Zasławia. Był to pamiętam ranek zimowy, gdym z biciem nie małém serca, wszedł w ogromne i wspaniałe mury Zasławskie. Nie zaraz przypuszczony zostałem do celi przełożonego, który był zajęty. Około godziny dziesiątéj, dali mi znać, że wejść mogę i wskazano drzwi, nad któremi wisiał czarny obraz świętego Franciszka, odbiérającego święte znaki męki Zbawiciela. — Zapukałem:
— Wejdźcie — ozwał się głos.
Nie wiém czemu usłyszawszy go, choć niepoznałem, kto przemówił, zadrżałem, i z bojaźnią za klamkę ruszyłem. Wszedłem kłaniając się nizko przed Przełożonym, który stał u drzwi. Podnosząc dopiéro głowę, spojrzałem na niego i — cofnąłem się.
Mimo wybladłéj twarzy, ogolonéj głowy i zmiany stroju, poznałem dawnego nieprzyjaciela Drzemlika.
Chciałem już nie oddając listu wynijść nazad i nie probować nawet szczęścia, tak