Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Latarnia czarnoxięzka Tom IV.djvu/066

Ta strona została uwierzytelniona.

skłoni, jak pod nos sobie prawią różne przysmaki.
— Ja bym nigdy nie wyszedł — rzekł August.
— E! e! to to panie u nas, fest, kiedy się dobrze wykłócim. Ot jak niedawno Regent z panią Swieżawską, stanąwszy na dziedzińcach, bo ich tylko płot dzieli, jak poczęli się swarzyć, tośmy wszyscy wybiegli słuchać, jak na komedją.
— Waćpani jesteś jendyczka — rzekł Regent —
— Waćpan jesteś chłop wyślachcony —
— Waćpani ojciec służył za pisarza —
— Twój gnój woził na pole —
— A na co ty mnie odmówiłaś Ekonoma.
— A co ty masz za rację dysponować wolnym człowiekiem —
— Poczekaj Waspan —
— Poczekaj Aspani!
I tak się czcili z półgodziny, tośmy się za boki trzymali słuchając. Ot widzi pan komedja czysta i nic więcéj.