Strona:PL JI Kraszewski Ciche wody.djvu/7

Ta strona została uwierzytelniona.


CICHE WODY.




W krześle wygodném, u przysłonionego okna, siedziała staruszka, z oczyma wlepionemi w drzewa ogrodu, który aż do szyb prawie się przybliżał.
Oświecona bladém światłem mroku, który łagodnie oblewa jéj rysy, z zadumą na czole, z przymkniętemi na wpół oczyma, ze srebrnemi gładko przyczesanemi na skroniach włosami, jak wieniec je opasującemi, staruszka zdawała się jakąś fantazyą Rembrandta, tak malowniczo piękne jéj oblicze rysowało się na ciemném tle ciężkich firanek....
Starość nie odjęła jéj wdzięku, twarz tylko uczyniła majestatycznie poważną, nadludzko prawie spokojną i anielsko łagodną.
Patrzały z niéj lata zwycięzko przewalczone z życiem, ukołysanie ducha, cisza wielka su-