Strona:PL JI Kraszewski Ciche wody.djvu/76

Ta strona została skorygowana.

— Śmiać się trzeba! zawołała Berta. A któżby panu wierzył? Siostra rodzona nie ma w nim ufności i wiary, bałamucisz się pan i puszczasz jak panicz co na miliony czeka, żadnego statku! i chcesz, żeby mu ludzie wierzyli.
— Jednak ja pani dochowałem wiary — mruczał Adolf, — sama pani przyznasz, kochałem ją panną...
— Prawda! nie udało się z panną nic, rachowałeś na mężatkę, że poczciwego safandułę dla ciebie zdradzi, a już na pewno potém wróciłeś do wdowy!
Rozśmiała się...
— Wszystko to bałamuctwo! dodała smutniéj. I to jeszcze panu dodam otwarcie, że referent mi się oświadcza... Pan mnie jesteś miły, ale los Basieczki i mój — droższy jeszcze...
Adolf spokorniał, i może na litość rachować się sposobił. Westchnął, usiadł w krześle, oparł na łokciu, zadumał rozpaczliwie.
— Nie mówmy już o tém — dodał ponuro, — życzę pani szczęścia z referentem...
— Pan dobrze wiesz, że ja go z tym człowiekiem mieć nie będę, przerwała wdowa. Znam go tak dobrze jak pana! Nudziarz jest. Zazdrosny, brzydki... a! co robić, przynajmniéj człek stateczny! Będę spokojną o los mój i Basieńki...
Westchnęła.